Moja Ścieżka Artystyczna

Miałam to wielkie szczęście, że moja artystyczna dusza mogła wyrażać się na różne sposoby od zawsze.

Od małego kochałam rysować, malować, szyć, śpiewać, tańczyć. W szkole zbierałam wyróżnienia, choć nigdy nikt mnie niczego nie nauczył, nie przekazał wiedzy, ani żadnej techniki plastycznej. Byłam samoukiem, szkicowałam bardzo dużo ludzkich twarzy, malowałam zwierzęta, szyłam ubrania początkowo dla lalek, później dla siebie, prowadziłam pamiętniki i pisałam wiersze.

To się nigdy nie zmieniło, całe życie wyrażałam się twórczo. 

Pamiętam jak bardzo marzyłam o szkole plastycznej bądź akademii muzycznej. Los, a raczej rodzina chciała bym kontynuowała tradycję i poszła do jednego z najbardziej prestiżowych liceów w Gdańsku i to najlepiej o profilu biologiczno-chemicznym, który kompletnie ze mną nie rezonował. Nie mogłam się tam odnaleźć. Pamiętam ludzi, umysły ścisłe z nosami w książkach, prześcigających się w olimpiadach, konkursach szkolnych, presję na oceny, ciągłe zadania domowe, wkuwanie na pamięć, narzucane schematy myślowe. 

Po niecałym roku zaliczyłam pierwszą w życiu depresję. Czułam się tak wyobcowana, zdołowana, nie pasująca do tych ludzi, tego chorego systemu, że chciałam uciec, najlepiej jak najdalej… pojawiły się myśli samobójcze. W tym samym czasie przeżywałam rozwód rodziców, świadkowałam typowo toksycznej relacji ojca-kata i matki-ofiary. To nie było łatwe do udźwignięcia dla 16-latki… 

Podjęłam jedną z najważniejszych, świadomych decyzji w życiu – zmieniłam szkołę, która pozwoliła mi powrócić do siebie.

Wówczas po raz pierwszy w życiu trafiłam na sesje do bioenergoterapeutki, która wprowadziła mnie w wizualizacje i pracę z energią. Zaczęłam się sama uzdrawiać, nie rozumiejąc kompletnie jak to działa, ale intuicyjnie wiedziałam, że to było dla mnie dobre. W wieku lat 18 poznałam mojego obecnego męża i tak żyjemy razem szczęśliwie do dziś. 

Niedługo po skończeniu szkół wyjechaliśmy z Polski. Mieszkając na Wyspach Brytyjskich mieliśmy wszystko, poukładane życie rodzinne, finansowe, piękny apartament, nie brakowało nam niczego… a ja wiecznie czegoś poszukiwałam… czułam się niespełniona, niewyrażona, moja dusza cierpiała, pojawiały się stany depresyjne i lękowe. Miałam nadzieję, że urodzenie dziecka wszystko odmieni… tak zmieniło się, poczułam się spełniona jako kobieta-matka, ale to wciąż nie było to, czego szukałam.

Pewnego dnia wpadł mi w ręce informator z nowymi kierunkami na Uniwersytecie Anglia Ruskin w Cambridge.

O Wow !!! Fashion Design (Projektowanie Mody) na Akademii Sztuk Pięknych, pomyślałam sobie, że mogłabym coś takiego studiować, choć moda kompletnie mnie nie interesowała, ale twórczy proces bardzo. Wszystko potoczyło się tak szybko… złożyłam dokumenty i zostałam dopuszczona warunkowo do rozmowy kwalifikacyjnej. Miałam ciekawą, nietypową pogadankę z główną Profesor Wydziału Projektowania Mody Dr Wendy Moody, która zainteresowała się moją osobą. Pamiętam jak się uśmiechała, kiedy odpowiadałam, że nie interesuje mnie moda, że nie mam ulubionego projektanta, że nie przeglądam i nie czytam pism modowych. Zapytała o moje portfolio, o dorobek artystyczny, który był niezbędnym wymogiem przyjęcia na studia, także wcześniejsza edukacja artystyczna… nic nie miałam, nic nie przygotowałam 😉

Zapytała mnie jak sobie radzę z rysunkiem? Czy coś tworzę i w jaki sposób? Odpowiedziałam, że jestem samoukiem, że rysuję od dziecka, maluję, szyję od kilkunastu lat. Miałam na sobie spodnie, które sama zaprojektowałam. Obejrzała je dokładnie, zapytała o techniczne detale. Poprosiła mnie o zebranie różnych prac artystycznych: obrazy, rzeźby itp. zrobienie zdjęć z dokładnymi opisami całego procesu i przesłanie do niej.

Tak też zrobiłam, opisałam co czułam tworząc, nie zastanawiając się, czy ma to jakikolwiek sens. Nigdy wcześniej nikt nie kazał mi werbalizować moich prac artystycznych.

Bardzo szybko dostałam zwrotną odpowiedź – Pani Profesor była bardzo zainteresowana mną i moim twórczym procesem, który był dla niej bardzo ekscytujący. Powiedziała, że jak najbardziej widzi mnie w swojej grupie 20 wybranych studentów ASP z całego świata !!! To była jakaś magia, zero logiki !!! 

I tak skończyłam studia z najwyższym wynikiem Akademii Sztuk Pięknych na wydziale Fashion Design oraz studia podyplomowe Fine Art (Sztuki Piękne) na uniwersytecie w Cambridge. Moją specjalizacją stała się tkanina artystyczna, sztuka włókna, koncepcyjna, ale prawdą jest, że łączyłam sztuki plastyczne (rysunek, malarstwo, tkaninę) z performancem, tańcem, muzyką, filmem, późnej medytacją i praktykami duchowymi. 

W ciągu dwóch lat osiągnęłam więcej niż niejeden artysta – projektant mody. Weszłam w ten światek, byłam rozpoznawalna. Zapraszano mnie na pokazy mody w Nowym Jorku, Hong Kongu, Amsterdamie… z większości nie skorzystałam. Pokazywałam kolekcje głównie na Wyspach Brytyjskich i raz w Holandii. Ostatni pokaz mody na London Fashion Week zadecydował o moim odejściu ze świata modowego.

Kiedy wyszłam na scenę z ostatnią modelką, by się pokłonić, ludzie bili mi brawo, czułam światła reflektorów, cała scena była moja… spełniło się marzenie z dzieciństwa… ja wielka artystka na scenie, oklaskiwana przez publikę. Zeszłam za kulisy, zatrzymałam się i nagle coś we mnie pękło, poczułam wewnętrzna pustkę… Że to nie moje, że nie pasuję do tego sztucznego świata… Odeszłam świadomie i nigdy nie żałowałam.

Przestałam szukać! Dzięki sztuce odnalazłam drogę do domu, do siebie, do swojego serca.

Twórczy proces pozwolił mi dotrzeć do stłumionych emocji, traum z dzieciństwa, przetransformować je i uzdrowić.

Kilka kolejnych lat poświęciłam na dogłębny research, badając związek między sztuką, aktem kreacji, a zdrowiem mentalnym człowieka. Czułam, że proces twórczy działa na mnie uzdrawiająco. Wierzyłam, że będzie też pomagał innym.

Przedstawiłam swój projekt głównej Art Psychoterapeutce w szpitalu psychiatrycznym w Fulbourn, która była zachwycona moimi badaniami i tak zaczęła się nasza współpraca.

Zaczęłam prowadzić grupy art-terapeutyczne, pracowałam na różnych oddziałach zamkniętych oraz dziennych, m.in demencji starczej, zaburzeń odżywiania, depresji i stanów lękowych itd. pracując według własnych metod, głównie wykorzystując mandale oraz sztukę włókna. Miałam wielkie szczęście pracować twórczo bezpośrednio z pacjentami, być pod stałą superwizją art-terapeutyczną, jak również uczęszczać na różne kursy i szkolenia z zakresu arteterapii na Wyspach Brytyjskich.

Na przestrzeni lat moja ścieżka artystyczna poukładała się w piękną całość. Eksplorując swoją twórczość, odkryłam, że działam bardzo intuicyjnie, zawsze z przestrzeni serca, tworzę duszą z głęboką intencją. Przelewam żywe emocje, opowiadam prawdziwe historie.

Kiedy tworzę, wchodzę w stan medytacyjny, zapominając o czasoprzestrzeni, dotykam najczulszych strun mojej duszy, łączę się z Boginią Sztuki. Tworząc, uzdrawiam siebie, ale także moja energia zawarta w dziełach wpływa pozytywnie na innych. 

Długo szukałam artystów, którzy kreują w podobny sposób. Nie znalazłam ich na studiach, ale poczułam bliskość z ludźmi, którzy tworzą według metody intuicyjnego malowania Vedic Art. Dlatego postanowiłam zostać nauczycielem tej pięknej ścieżki 17 Wedyjskich Zasad, gdzie każdy może być sobą i odkrywać swój twórczy potencjał.

Mój rozwój artystyczno-duchowy na przestrzeni 10 lat przyczynił się do powstania autorskich kursów: Chakra Healing Art© oraz Healing Art Practice© w których dzielę się wiedzą, doświadczeniem oraz narzędziami, które osobiście wypróbowałam i wiem, że działają.

Głęboko wierzę, że każdy z nas ma w sobie boski pierwiastek twórczy. Ja pomagam jedynie go odnaleźć, obudzić w sobie, przypomnieć sobie, to co zostało zapomniane, uśpione. Zachęcam każdego do twórczego działania, wychodzenia poza schematy, do kreatywnego myślenia i wolnej ekspresji.


Kilka kolejnych lat poświęciłam na dogłębny research, badając związek między sztuką, aktem kreacji, a zdrowiem mentalnym człowieka. Czułam, że proces twórczy działa na mnie uzdrawiająco. Wierzyłam, że będzie też pomagał innym.

Przedstawiłam swój projekt głównej Art Psychoterapeutce w szpitalu psychiatrycznym w Fulbourn, która była zachwycona moimi badaniami i tak zaczęła się nasza współpraca.

Zaczęłam prowadzić grupy art-terapeutyczne, pracowałam na różnych oddziałach zamkniętych oraz dziennych, m.in demencji starczej, zaburzeń odżywiania, depresji i stanów lękowych itd. pracując według własnych metod, głównie wykorzystując mandale oraz sztukę włókna. Miałam wielkie szczęście pracować twórczo bezpośrednio z pacjentami, być pod stałą superwizją art-terapeutyczną, jak również uczęszczać na różne kursy i szkolenia z zakresu arteterapii na Wyspach Brytyjskich.

Na przestrzeni lat moja ścieżka artystyczna poukładała się w piękną całość. Eksplorując swoją twórczość, odkryłam, że działam bardzo intuicyjnie, zawsze z przestrzeni serca, tworzę duszą z głęboką intencją. Przelewam żywe emocje, opowiadam prawdziwe historie.

Kiedy tworzę, wchodzę w stan medytacyjny, zapominając o czasoprzestrzeni, dotykam najczulszych strun mojej duszy, łączę się z Boginią Sztuki. Tworząc, uzdrawiam siebie, ale także moja energia zawarta w dziełach wpływa pozytywnie na innych. 

Długo szukałam artystów, którzy kreują w podobny sposób. Nie znalazłam ich na studiach, ale poczułam bliskość z ludźmi, którzy tworzą według metody intuicyjnego malowania Vedic Art. Dlatego postanowiłam zostać nauczycielem tej pięknej ścieżki 17 Wedyjskich Zasad, gdzie każdy może być sobą i odkrywać swój twórczy potencjał.

Mój rozwój artystyczno-duchowy na przestrzeni 10 lat przyczynił się do powstania autorskich kursów: Chakra Healing Art© oraz Healing Art Practice© w których dzielę się wiedzą, doświadczeniem oraz narzędziami, które osobiście wypróbowałam i wiem, że działają.

Głęboko wierzę, że każdy z nas ma w sobie boski pierwiastek twórczy. Ja pomagam jedynie go odnaleźć, obudzić w sobie, przypomnieć sobie, to co zostało zapomniane, uśpione. Zachęcam każdego do twórczego działania, wychodzenia poza schematy, do kreatywnego myślenia i wolnej ekspresji.

Żyj w swojej prawdzie, podążaj za głosem serca, płyń własnym rytmem,
kreuj duszą i dodawaj innym skrzydeł, by mogli latać! Tego się trzymam!