No i się zaczęło…
Po eksplozji mojego Atomu dużo się dzieje…
Kilka dni temu przyszedł do mnie ważny przekaz, którym jestem gotowa się dziś podzielić, gdyż może być ważny dla wielu:
” już w najbliższej przyszłości będziesz najbardziej rozpoznawalną artystką w Polsce tworzącą w nowej technice połączonej z neuro bioniczną linią… i to nie spodoba się wielu osobom ze świata neurografiki w naszym kraju…”
Wiem, że większość z Was nie zna mojego dorobku artystycznego, nie zna mojej życiowej historii, bo nie mam potrzeby się nią chwalić ani trąbić w mediach o swoich osiągnięciach, ale dziś poczułam, że trzeba się trochę otworzyć i opowiedzieć skąd wzięła się moja twórczość.
Nie chcę by ktokolwiek był w błędzie i myślał, że Neurografika nauczyła mnie tworzyć, rysować, czy prowadzić bioniczną linię !!!
Tego nauczyłam się sama, jakieś 35 lat temu ![]()


Rysowałam od dziecka, świadomie od 10 roku życia. Szkicowałam gł portrety nieznanych mi kobiet bawiąc się miękką kreską, także tworzyłam abstrakcyjne, organiczne wzory, które wypływały z mojej wewnętrznej natury, mojej kobiecej energii z którą zawsze byłam połączona.
Jestem głównie samoukiem, choć mój talent został zauważony, doceniony i zostałam przyjęta na Akademię Sztuk Pięknych na Uniwersytecie Anglia Ruskin w Cambridge w Wielkiej Brytanii na wydział Fashion Design (Pojektowania Mody) w 2010r. Specjalizuję się w tkaninie artystycznej oraz projektowaniu ubioru typu Haute Caoture, czyli tworzę bardziej dzieła sztuki niż kolekcje użytkowe.
Ponieważ nie miałam doświadczenia plastycznego takiego jak inni studenci nauczyłam się eksperymentować, łamać wszystkie zasady w sztuce, łączyć metody i ostatecznie tworzyć nowe trendy. Miałam ogromne wsparcie we wszystkich profesorach uczelni ASP, którzy mówili, że jestem dla innych inspiracją, że jestem jak nieoszlifowany diament, który rozkwita i świeci na ich oczach
Nigdy nie odczułam od nich zazdrości !!!
Ukończyłam studia z wyróżnieniem, z najwyższym wynikiem na całej uczelini ASP w Cambridge. Mam powód do dumy, to były najpiękniejsze lata mojego życia podczas których odkrywałam siebie jako artystka, ale także jako wielowymiarowa istota duchowa.
Zawsze robiłam wszystko inaczej, nie intergrowałam się z grupą, byłam całkowicie skupiona na swoim twórczym procesie, który pozwalał mi odkrywać nowe przestrzenie w sobie i wokół mnie.
Łączyłam rysunek z performancem, malarstwem, tańcem, medytacją. Tworzyłam instalacje artystyczne. Brałam udział w wielu pokazach modowych na świecie. W ciągu 2 lat osiągnęłam więcej niż mogłoby się zamarzyć nie jednemu projektantowi mody. Byłam rozpoznawalna, zapraszana na eventy w rożnych częściach świata np do Honkongu, Nowego Jorku, czy Amsterdamu…
Podświadomie czułam, że to nie mój świat…

Na moim ostatnim pokazie Off London Fashion Week ponad 10 lat temu doświadczyłam momentu pustki, kiedy zeszłam ze sceny. To był moment zwrotny w moim życiu, kiedy stałam w świetle reflektorów i wszyscy bili mi brawo. Poczułam, że to nie mój kierunek… Zrezygnowałam świadomie z wystawiania się i odcięłam od świata mediów w którym rządził pieniądz i sława, każdy chciał być zauważony, chciał być gwiazdą choćby na 5 minut. Do tej pory czuję nieprzyjemne doznanaia w ciele, gdy ktoś nazywa mnie gwiazdą, albo modnie teraz Neurogwiazdą
kompletnie to ze mną nie rezonuje, chcę być normalnym ludzkim człowiekiem, który nie zapomniał o pokorze, empatii i współczuciu dla wszystkich istot żyjących, a nie kolejną celebrytką dla której liczy się pomnażanie pieniędzy i sława…
Co się zadziało kiedy odeszłam „ze sceny” ???
Wciąż fascynował mnie proces artystyczny oraz transformacja, która zachodzila we mnie podczas ekspresji twórczej.
Pragnęłam dalej zgłębiać temat uzdrawiania dzięki sztuce.
Ukończyłam następne studia podyplomowe na ASP w Cambridge, tym razem strikte Fine Arts, czyli Sztuki Piękne, gdzie eksplorowałam sztukę włókna, malowałam mandale, łączyłam swoje mistyczne, duchowe doświadczenia z ekspresją twórczą. Był to dla mnie fascynujący proces, w którym prowadziłam się sama, profesorowie zawsze stali z boku i obserwowali. Podczas cotygodniowej superwizji zawsze słyszałam „keep going”, czyli rób dalej swoje. Nikt nie próbował narzucić mi czegokolwiek, moje inspiracje napływały zewsząd, z mojego wnętrza, ze snów, z mistycznych wizji, których doświadczałam podczas medytacji. Zaczęłam rozumieć co to znaczy wielowymiarowy świat energii.
To był najważniejszy czas w moim życiu, kiedy poprzez sztukę uzdrawiałm samą siebie i trwało to prawie 7 lat.
Jak się zakończyła moja wyższa edukacja ???
Napisałam wstępny proposal na studia doktorancie na Akademię Sztuk Pięknych na Uniwerku w Cambridge. Chciałam badać wpływ sztuki, twórczego procesu na zdrowie mentalne człowieka, interesowała mnie sztuka włókna połączona z mandalą, malowaniem włóknem z praktyką mindfulness, psychologią transpersonalną.
Podczas spotkania, gdzie omawialiśmy moją wstępną pracę doktorancką profesorowie osłupieli i przyznali, że nie ma mnie kto poprwadzić, bo taki temat wychodzi poza ich ekspertyzę. Odsyłali mnie na Kierunki Medyczne, by tam poprosić o pomoc. Próbowali ukierunkować mnie na inne tory, nakłonić do ekspoloracji samej sztuki bez tych medycznych ceregieli. Pamiętam, że wstałam, uśmiechnęłam się i powiedziałam, że albo zrobię to po swojemu, albo wcale i wyszłam !!!!
I tak zakończyłam swoją przygodę z ASP ![]()






Przeżyłam tam najpiękniejszy i najbardziej owocny czas w swoim życiu, za który będę wdzięczna do końca życia.
Co było dalej ???
Nie poddawałam się, chciałam robić badania, pracować z pacjentami, testować swoje pomysły. W końcu udało się
weszłam w kolaborację ze wspaniałą Arte Psychoterapeutką Kimberley ze Szpitala Psychiatrycznego w Fulburn, gdzie prowadziłam grupy terapeutyczne na wydziele Arteterapii. Każda sesja przynosiła bardzo pozytywne zmiany w życiu pacjentów, ich stan psychiczny polepszał się. Uczyłam się profesji poprzez żywą praktykę, a nie siedzienie w ławce z książką. To był także bardzo wartościowy czas.
Kiedy już zebrałam wiedzę i doświadczenia, przeżyłam swoje duchowe przebudzenie, które na zawsze zmieniło moją świadomość, poczułam się gotowa na zwrot akcji, by dawać już innym i dzielić się sobą.
W 2018r powróciłam do Polski i zaczęłam pracować z polską społecznością, stworzym przestrzeń o której zawsze marzyłam i przyciągnełam grono pięknych osób.
Czym się teraz zajmuję?
Szeroko pojętym procesem samopoznania, transformacji, samorealizacji i uzdrowiania ciała, umysłu i ducha poprzez starożytne praktyki jogiczne, medycynę ajurwedyjską, wibrację dźwięku, taniec oraz sztuki ekspresyjne: rysunek, malarstwo, grafikę, sztukę włókna, pracę z mandalą oraz mandorlę.
Nakierowuję jak wrócić do balansu, do wewnętrznej mądrości i spokoju umysłu. Pomagam pokonywać ograniczenia, docierać do stłumionych emocji, otwierać się na własny potencjał, by doświadczać pełni życia.
Uczę jak rozpoznać w sobie piękno oraz jak wzrastać w miłości do siebie i całego świata.
Dzielę się doświadczeniem, wiedzą oraz narzędziami, które zdobyłam na przestrzeni kilkunastu lat poza granicami kraju, przetestowałam je na sobie i wiem, że działają. Zachęcam do odnalezienia swojej indywidualnej ścieżki rozwoju, podążania za rytmem Natury i do korzystania ze swojej kreatywności, z którą przyszliśmy na ten świat.



Podsumowując, proces kreacji i zdolności artystyczne były zawsze we mnie, to dar od Boga z którym przyszłam na ten świat. Procesu tworzenia zgodnego z zasadami sztuki nauczyłam się na studiach ASP kilkanaście lat temu, kiedy jeszcze nie istniała Neurografika. Linię bioniczną popełniałam od dziecka, rysunki graficzne tworzyłam już jako nastolatka.
Maluję głównie abstrakcje od lat. Specjalizuję się w mandalach oraz mandorli jako narzędziach diagnostycznych, także w rysunku arteterapeutycznym.
Neurografika to przepiękna metoda do pracy coachingowej, ktora pomaga rozwiązać problem w tu i teraz, dlatego zdecydowałam się na ukończenie kursu dla Specjalistów, ale nie ma nic wspólnego z moją działalnością twórczą !!!
Inspiruje mnie od zawsze linia bioniczna, która występuje w naturze, jest częścią nas. Mówi się o niej na studiach ASP, także eksploruje na kursie Vedic Art, którego nauczam od 2017r, oraz stosuje w Arteterapii od dziesiątek lat.
Czy została teraz opatentowana linia ??
Tak, a dokładniej słowo NEUROLINE jako znak towarowy w 2024r przez Pawła Piskariewa, który stworzył Neurografikę.
Ale bioniczna organiczna linia jest niczyją własnością !!!
Nikt nie ma na nią patentu, bo to dar od samego Stwórcy.
To linia życia, która jest wszędzie i czerpie z niej wielu artystów na całym świecie.
Ja także używam jej w swojej działalności twórczej od lat, nie mając wcześniej świadomości, że ma teraz swoją nazwę.
Pracując jako Specjalistka Neurografiki trzymam się zasad dotyczących metody, bo jest genialna zwłaszcza w pracy indywidualnej z klientem.
Ale jako Artystka wykorzystuję linię neurograficzną jedynie jako inspirację tworząć własne rysunki. Tego warto nauczyć się na studiach ASP, że inspirowanie się i mieszanie styli jest bardzo twórcze i wręcz wskazane dla poszerzania horyzontów, to nie kopiowanie. Nie interesuje mnie powielanie czegokolwiek, czy trzymanie się zasad.
Poczułam, że wymaga to wyjaśnienia, zwłaszcza, że zaczynam być zauważalna w świecie neurograficznym, gdyż tworzę coś innego i niektórzy zastaniawiaja się skąd moja wiedza, umiejętności, pytają mnie, czy uczą tego na kursach neurografiki ??? odpowiadam NIE, nie uczą sztuki ani procesu kreacji.
Czy zagarnęłam coś z metody oprócz inspiracji bioniczną linią ???
Nie, nie ukradłam nic autorowi metody, ani nie ściągnęłam nic z internetu ![]()
![]()
Wszystkie prace są mojego autorstwa.
Jeszcze raz podkreślę kurs użytkownika, ani specjalisty nie naucza twórczego procesu, ani nawet prostego rysynku, czy zasad obowiązujących w sztuce, to zupełnie inna metoda pracy cochingowej ze sobą lub z drugim człowiekiem.
Być może nazwa, ktorą stworzyłam Sztuka Neurograficzna jest dla kogoś niewygodna, bo przecież nikt nie wykreował jeszcze czegoś takiego, ale dopóki autor metody ani gł superwizorka z którą się liczę nie zgłaszają obiekcji to rozumiem, że jest zgodna z prawem (zanim ją stworzyłam podpytywałam czy można tworzyć swoje Neurotwory, dostałam odpowiedź, że tak).
Najważniejsze, by ludzie chcieli tworzyć, oddawać się wolnej ekspresji bez napięcia czy porównywania się. Kreatywny proces na prawdę potrafi zdziałać cuda, uzdrawiawiać człowieka na wielu poziomach, redukować stres, zwolnić gonitwę myśli, zwiększyć koncentrację uwagi, sprowadzić nas do tu i teraz.
I tego nam wszystkim życzę: więcej empatii i radości z twórczego procesu
Mniej kontroli, porównywania i wytykania błędów innych. Niech każdy tworzy tak jak potrafii, zajmie się swoim ogródkiem i cieszy się szczęściem innych.
Sztuka, czy też linia bioniczna nie jest zarezerwowana dla VIP, czy gwiazd internetu ![]()
Jest jak oddech dostępny dla każdego ![]()
![]()
![]()
Oddychaj więc głęboko i świeć swoim blaskiem nawet gdy innych razi to w oczy ![]()
Moja profesor powiedziła kiedyś, że jeśli ludzie zaczynają o Tobie gadać, kopiować Twoje pomysły, zazdrościć Ci kreatywności, to znaczy, że musisz robić coś bardzo dobrze
Nic tylko się cieszyć ![]()
![]()
![]()
Z miłością ![]()
Divita ![]()