

NEUROATOM – historia eksplozji mojego Atomu 


Zaczęło się niewinnie, spontaniczną akcją celebracji 11 Urodzin Neurografiki w Polsce. Zebraliśmy się w Muzeum Narodowym w Gdańsku, dołączyło kilkanaście osób. Pierwsza niespodzianka to pojawianie się syna twórcy metody Piskariewa Juniora (tak go nazwę bo nie pamiętam niestety imienia), a druga to praca nad nowym algorytmem – NeuroAtom, w którym koncertujesz się na tym, co chciałbyś dobrego nieść dla świata.
Przyszedł do mnie temat: BHAKTI – ścieżka jogi, serca, moja misja. Pragnę dzielić się miłością i oddaniem dla Boga, dla świata, dla każdej istoty żyjącej. Czuję, że do tego zostałam powołana w tym życiu ![]()
Skupiłam się na własnym procesie. Pełna uważności rysowałam każdą linię, czując jak zasilam energią swoje atomowe koło. Większość uczestniczek rozmawiała, komentowała swoje prace… Ja obserwowałam siebie i swoje emocje. Byłam świadoma co się dzieje wokoło, momentami coś przerywało moją uwagę, czasem komentarz prowadzącego albo ‘wojskowy’ język jednej z dziewczyn. (Tak określam słownictwo, kiedy ktoś używa wulgaryzmów chcą podkreślić wagę jakiegoś wyrazu, nadać mu szczególnego znaczenia). Było to dla mnie dość kłujące doświadczenie, zwłaszcza podczas rysowania tematu miłości, ale starałam się skupić na sobie i swoim procesie.
Poproszono nas by Atom zostawić zamknięty, bo to energia skupiona w nas samych. Rozłożyliśmy swoje prace, zrobiono pamiątkowe zdjęcia, nakręcono filmik. Po 3 godzinach rozeszliśmy się do domu… i niby nic takiego się nie wydarzyło. A jednak ja czułam, że jestem wciąż w głębokim procesie.


Dojechałam do domu. Mąż zapytał jak było???
Odpowiedziałam jednym słowem: ciekawie.
Nic innego nie potrafiłam z siebie wykrzesać. Nie czułam zachwytu ani ekscytacji po tej całej akcji. Przed głowę galopowały tysiące myśli… przypomniało mi się uczucie, które nieraz mi towarzyszyło w życiu, że jestem outsiderką i nigdzie nie pasuję !!!
Niby rysowaliśmy razem jako grupa, a ja jednak czułam, że jestem gdzieś indziej, nie jestem jej częścią… Odniosłam uczucie, że jestem wśród ludzi z innego świata, który jest mi obcy. Dawno nie doświadczyłam tego uczucia, pewnie dlatego, że przebywam głównie w swojej przestrzeni zaufanych joginów, przyjaciół i rodziny, gdzie głównym tematem nie są pieniądze, biznes, czy bycie internetową gwiazdą.
Moje życie od kilkunastu lat jest skupione na rozwoju samoświadomości, uzdrawianiu ciała, umysłu i ducha poprzez różne działania twórcze oraz wiedzę jogiczno – wedyjską.
Od 6 lat mieszkam w Polsce, wiodę sobie spokojne życie w malowniczej wiosce pod Gdańskiem, otaczam się naturą i pięknymi ludźmi. Dbam o harmonijne relacje, żyję sobie na wolnych obrotach, rzadko jeżdzę do miasta, unikam hałasu, nadmiaru bodźców, dużych zgromadzeń, staram się nigdzie nie gonić i cieszyć się tym co mam. Nie interesuje mnie kariera zawodowa, pogoń za pieniądzem, ciągły marketing, pokazywanie się codziennie w social mediach i bombardowanie ludzi pięknymi treściami, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością, a tego ostatnio jest wysyp w internecie. Ciągle dostaję jakieś treści reklamowe, ktoś próbuje coś sprzedać… jest to dla mnie męczące i niepotrzebne.
Po powrocie z eventu Neurografiki całą niedzielę nie mogłam dojść do siebie, biłam się z myślami. Czułam się jak struta… Była dodatkowo pełnia Różowego Księżyca
Zaczęłam rozmyślać, czy przez to moje odmienne, choć dla mnie codzienne normalne życie trochę poza systemem i brakiem gonitwy za lepszym światem, nie zrobiłam się jeszcze bardziej nadwrażliwa…???
Czułam energię ludzi wokoło, padały różne słowa, które były dla mnie trudne do udźwignięcia. Był moment w którym poczułam lęk, kiedy zaczęła dominować męska, silna energia wśród kobiet rysujących… (nie rozwinę tego wątku bo był dla mnie trudny).
Po powrocie przez prawie 8 godzin leżałam zwinięta na kanapie, myśli przypływały i odpływały. Starałam się przeoddychać to co we mnie wybrzmiewało. W końcu zadałam sobie pytanie: dlaczego mam poczucie, że się duszę? Że nie mogę się od tego uczucia uwolnić ???
Poszłam spać. Rano poczułam, że źle się czuję. Z godziny na godzinę było gorzej. Wieczorem wiedziałam, że mnie rozkłada… tak, pochorowałam się, a to się rzadko zdarza.
W kolejnym dniu przyszła do mnie odpowiedź dlaczego tak się czuję ???
Bo mój Atom jest zamknięty, a wszystko jest energią, która musi krążyć we Wszechświecie !!! Eureka ![]()
I nagle poczułam wdzięczność za wszystkie dobrodziejstwa i błogosławieństwa, których doświadczam na co dzień, zwłaszcza do moich najbliższych i ludzi, którzy współtworzą moją przestrzeń PASYA. Poczułam jak zalewa mnie ogrom miłości ![]()
Rozłożyłam rysunek z zamkniętym czarnym atomem i zaczęłam wypuszczać z niego linie na zewnątrz. Każda niosła niesamowitą wibrację wdzięczności: do męża i syna, do rodziców, teściów, moich przyjaciół joginów, do nauczycieli i oświeconych Mistrzów. Pojawił się uśmiech na twarzy
Zaczęłam się uwalniać wraz z każdą linią…


Rysowałam z uważnością, obserwując co się dzieje w emocjach, także w moim ciele fizycznym. Czułam, że w końcu połączyłam się ze moim centrum z którego popłynęła moc kobiecej kreatywnej energii, której nie wolno zamykać, nie da się jej usidlić. Ona musi być w ruchu, w przepływie, musi płynąć własnym rytmem, miękko, intuicyjnie.
I tak spędziłam 3 dni na rysowaniu, w chorobie, która trwa po dzień dzisiejszy, ale czuję, że się powolutku uzdrawiam poprzez twórczy proces. Dziś dokładnie 16.04.2025 zakończyłam swój pierwszy NeuroAtom, który można powiedzieć eksplodował 



Energia w nim zawarta musiała się uwolnić, zwłaszcza, że wrysowałam w niego linie w intencji miłości do Boga, do ludzi, do Świata, a przecież tego nie da się zamknąć w żadną formę, bo miłość to wolność, która jest nieskończona i nieograniczona !!!
WOW, wreszcie poczułam ulgę, satysfakcję i radość w sercu ![]()
Jaka pojawiła się ważna refleksja 

Że Neurografika to nie tylko narzędzie do coachingu służące do pomnażania pieniędzy, lepszej pracy, relacji czy budowaniu marki osobistej. To piękna metoda do samopoznania i uzdrawiania, choć w moim wydaniu przybiera trochę inny kierunek, jakim jest ekspresja twórcza, w której klient doświadcza całkowitej wolności, może wychodzić poza schematy.
Część specjalistów/instruktorów neurografiki łączy Neurografikę ze swoją ekspertyzą. Dla mnie jako artystki najbliższe są terapie poprzez sztuki ekspresyjne, dlatego nazwałam ją SZTUKĄ NEUROGRAFICZNĄ, gdzie pracujemy zgodnie z zasadami metody w celach rozwiązania tematu, ale idziemy także w stronę rysunku artystycznego, w którym mamy całkowitą wolność i można dać upust ekspresji twórczej, która w moim odczuciu i wieloletnim doświadczeniu jako arteterapeutki przynosi najlepsze rezultaty w celach uzdrowienia na wielu poziomach.
Mój przykład i to czego doświadczyłam przez ostatnie 4 dni są dowodem na to, że trzeba wychodzić poza ramy. Że podążanie za czuciem, intuicją, głosem serca jest ważniejsze niż to co narzucone z góry, nawet przez wielkie autorytety. Niektóre zasady trzeba czasem złamać, zwłaszcza w sztuce. To otwiera nowe ścieżki, poszerza horyzonty.


![]()
![]()
Nasze atomy miały pozostać zamknięte, mój się jednak zbuntował i eksplodował. Wylał światło miłości na moich najbliższych, przyjaciół, joginów, Mistrzów, ale i wszystkie istoty czujące, które są w mojej przestrzeni i poza nią.
Z wdzięcznością w sercu za ten cały proces uważności, rozpoznania, transformacji, ekspresji twórczej i uzdrawiania ![]()
Dzielę się na gorąco moim pierwszym NEUROATOMEM w wersji NeuroArt, czyli SZTUKI NEUROGRAFICZNEJ.
p.s zainteresowanych zapraszam na Fanpage Sztuka Neurograficzna https://www.facebook.com/sztukaneurograficzna
i na zamkniętą grupę FB: SZtuka Neurograficzna https://www.facebook.com/groups/1701353880489321/
Divita ![]()